sobota, 30 maja 2009
sobota, 20 września 2008
![]() Piszę słuchając. Aktualnie ubóstwiana przeze mnie 'Filandia' płynie z głośników. Filandie zaserwowała Wam, drodzy czytacze, moja towarzyszka - w tym miejscu należy wrócić parę notek wstecz i wykonać odsłuch. Polecam również odpalenie 'Delikatnienia', coby dwa razy nie gonić w tę i we wtę. No. A teraz do rzeczy. Może zacznijmy od przetłumaczenia tytułu. Otóż 'Las Putas Melancolicas' nie znaczy nic innego jak 'Mroczne kurwy'. Tytuł fajnie 'ukryty', idealny dla polskiego, pruderyjnego społeczeństwa. Płyta składa się z 19 nagrań. Gościem na płycie jest Bogusław Linda. Muszę przyznać, że gdy usłyszałem o tym po raz pierwszy poczułem się mocno zaniepokojony.. Linda? Z Świetlikami? Tak myślałem, głupi.. Linda okazał się właścicielem bardzo fajnego głosu i umiejętności wokalnych. Mam wrażenie, że do niektórych piosenek jego głos i styl śpiewania pasuje idealnie. Choćby taka 'Filandia' - no nikogo innego sobie nie wyobrażam. Ale idźmy dalej. Teksty są bardzo dobre. Nadal mamy do czynienia ze stylem znanym Świetlickiemu, jest jego cynizm, jego ironia. Są ciekawe metafory, wiele interesujących gier słów. Płyta ma charakter nieco melancholijny. To już nie psychodeliczne kawałki znane z 'Perły przed wieprze'. Płyta jest melodyjna, spokojna, liryczna. Polecam śmiało. Myślę, że może być swoistego rodzaju lekturą obowiązkową. Dziennikarska rzetelność (ekhmm..) każe mi jeszcze dołączyć ze dwie piosenki. Czary Mary (Wonder Schponder) Fragment koncertu z krakowskiego Żaczka - rok 2007 - 15lecie zespołu I bonus! Frywolka Wam tego nie daje! Wywiad z Świetlikiem Naczelnym o 'las putas mrocznych' - KLIK!
piątek, 19 września 2008
![]() Maria Peszek - Maria Awaria Co nieco na ten temat do przeczytania tutaj! 2. ![]() Natalia Przybysz - Maupka comes home A tutaj można przeczytać odezwę od Natalii skierowaną ku fanom. A ja oczekuję na rychłe zdobycie krążków i dokładne ich przesłuchanie, a następnie ładne opisanie ich dla Was! ;-)
środa, 17 września 2008
Unikatowością głosu Joanny staram sie rozładować napiętą atmosferę w środku mnie. Ta piosenka nadaje sie do tego, jak żadna inna. Cóż może być lepszego od takiego bezkompromisowego sposobu śpiewania, bez protekcjonalnej fasadowości, ot, zawsze przecież wierzyłam, że liczy sie wypracowanie własnego kierunku. Niektórym może sie nie spodobać maniera, z jaką śpiewa, jednak moim zdaniem, to własnie ten styl, ten głos sprawia, że Joanna jest wyjątkowa. Takie fiu_bździu. W sam raz dla rozładowania atmosfery.
wtorek, 16 września 2008
Silver Mt. Zion jest, jak rzecze wikipedia: kanadyjskim zespołem post-rockowym. Utworzony przez trójkę członków zespołu Godspeed You! Black Emperor. W skład wchodzi gitarzysta, basista i skrzypaczka. Dotąd wydali 6 płyt, a ja opowiem o ostatniej - '13 Blues For Thirteen Moons' wydanej w 2008 roku. Na płycie znajduje się 16 "utworów". Dlaczego cudzysłów? Gdyż 12 pierwsztch "utworów" to 5, 6 sekundowe sekwencje wysokich dźwięków, razem tworzących coś na kształt melodii. 4 ostatnie ścieżki to już pełnoprawne utwory. Są bardzo długie, trwają od 13 do prawie 17 minut. Ciekawa oprawa instrumentalna, zapadający w pamięć bardzo nietypowy wokal, który czasem może wydawać się przykrym, wręcz nie do zniesienia krzykiem, piskiem, aczkolwiek ma w sobie coś... hipnotyzujacego? Piosenki są niepokojące. W pewnym sensie triumfalne.. Ciężko ubrać w słowa odczucia poprzesłuchaniowe, gdyż kotłuje się we mnie wiele zupełnie różnych. Co na pewno mnie urzekło to niesamowita gitara. Płyta wzbudziła wiele kontrowersji. Dla wielu fanów była krokiem, który ciężko wybaczyć, wyrodnym dzieckiem w dyskografii, dla innych płytą rewolucyjną, zachwycającą, powalającą. Dla mnie jest krążkiem zdecydowanie ciekawym, oryginalnym, interesującym eksperymentem i godziną bardzo fajnego grania. A niżej kilka nagrań ASMT. Niestety youtube ubogi w utwory z opisanej płyty, wstawiam więc dwa ulubione przeze mnie utwory. Nawiasem, zachwycają mnie niektóre teledyski. Broken Chord Can Sing a Little Stumble then Rise on Some Awkward Morning
poniedziałek, 15 września 2008
![]() Zakochany bez pamięci. Jedna z nielicznych, ambitnych ról Jima Carreya, i kolejna przeudana kreacja pięknej Kate Winslet. Abstrahując od pokręconej fabuły, która urzeka mnie za każdym razem, gdy mam okazję oglądać ten film, abstrahując od niesamowitej plastyki obrazu, ujęć, kolorów, pomijając grę aktorów, pozwolicie, wygłoszę pean na cześć soundtracku do tego filmu. Bo filmowa muzyka to niezaprzecznalnie niezastąpiony element każdego dzieła z dziedziny kinematografii. I właśnie ten uroczy soundtrack wprowadzi nas niezawodnie w nieco odrealniony świat wspomnień, utrzymanych w onirycznej konwencji retrospektyw, bedących głowną osią fabularną filmu. Utwory, ułożone niby przypadkowo, tworzą doskonałą ilustrację dla wydarzeń rozgrywających sie w 'Zakochanym bez pamięci'. Zostały one tak sprytnie dobrane, iż cudownie miekkie kompozycje Jona Briona, przeplatają się z uroczymi klasykami typu 'Mr. Blue Sky' Electric Light Orchestra. I to jest świetne. Niektóre piosenki dobrano przypadkowo, nie były one komponowane specjalnie na potrzeby tego filmu, i to dodaje smaczku, bo można płytkę traktowac jako zupełnie indywidualny byt, oraz jako doskonałe dopełnienie filmu. Charatker utworów bardzo trafnie dopasowano do istoty filmu, będacego jedną wielką reminescencją. Polecam i film i krążek ;-) . Jon Brion - Zlepek jego kompozycji z tego krążka - czy tylko mnie tak wzrusza? :-) Magia wyrażona dźwiękiem. Beck - Everybody's got to learn sometime, i znów magia zamknięta w piosence :-) Resztę kompozycji z tego przeuroczego albumu można posłuchać tutaj;-) .
sobota, 13 września 2008
O bosz, jakże mi sie cieżko zabrać za naskrobanie czegokolwiek. Powiedzmy - borykam sie z choróbskiem, które niecnie i bezczelnie urzadziło sobie ekspansję na moim terenie. Powiedzmy - to mnie usprawiedliwia. Powiedzmy - jaram sie przesyłką, którą dostaliśmy wraz z Cykiem od Agory. Powiedzmy - miło z waszej strony ;-) Postanowiłam stworzyć cykl notek, wspolnie z potencjalnymi komentującymi, w których opiszemy różorodne kompilacje muzyczne, przeznaczone na poszczególne pogody, nastroje czy też okazje. Wszystko to oczywiscie w subiektywnym, na(f)talinowym ujęciu. I waszym. Bo przecież każdy szanujący sie muzyczny słuchacz powinien dysponować tego typu zestawem, nigdy nie wiadomo, co nas spotka. Czy, spedzając romantyczny wieczór z kimś miłym, bedziemy, jak pijany didżej, wyszukiwać w rozrzuconych na podłodze płytach czegoś w miare odpowiedniego na ową chwilę? Nie. Lepiej zawczasu przygotować sobie taką mini kolekcję, podręczny zestaw przystosowany na daną sytuację. Ogólnie, eksperyment ten ma też na celu wzbogacenie mnie o nowe, nieznane mi, intrygujące projekty muzyczne. Ja sama stworzyłam sobie na przykład oddzielne winampowe listy, tak, zeby nie dopuscić sytuacji, gdy z irytacją bede przemierzać czeluście(a?) mojego dysku twardego, mając nadzieje na wyszukanie w miare adekwatnej do nastroju muzyki. Odmawiając sobie tej wątpliwej przyjemności - narażania się na nieodpowienie względem samopoczucia dzwięki, po prostu załączam ulubione zestawienie piosenek melancholijnych/ uspokajających/ energetycznych/ romantycznych ;-). Z niepokojem obserwując aure za_oknią, z coraz większym zrezygnowaniem zaczynam godzić sie z nadchodzącą jesienią. Zastrzegam, nie ma moim zdaniem nic piekniejszego ponad złocąco się - rudziejące drzewa, ten nawał barw i zapachów, ten dym z ognisk i smak pieczonego ziemniaka. Buczyna karpacka i jesienny SDM. Góry, babie lato i ostatnie porządki w ogródkach przed zimą. To wszystko wspaniałe. Jednak dla mnie jesien nieuchronnie wiąże sie też z chłodem, szarugą, przejmującym ( a może przeszywającym? ) wiatrem, melancholią i markotną muzyką. Trochę nostalgiczną, troche posępną, nieco smętną. Spokojniejszą i bardziej zdystansowaną. I takie dzwięki chciałabym Wam dziś przedstawić. Cat Power - Love & Communication Ogólnie, cała Cat Power z jej mocnym, dojrzałym, świdrującym najczulsze pokłady wrażliwości głosem prezentuje taki 'jesienny' typ muzyki. U Cat Power rządzi minimalizm. Niezbyt łatwa to muzyka, bazuje głownie na dźwiękach gitary, fortepianu i skrzypiec. Zeby ją polubić, trzeba naprawdę spędzić z nią trochę czasu ( w każdym razie ja tak miałam ). Uwielbiam jej niski, wielotonowy głos. Ma głębie, jakby parę wymiarów. W tej piosence urzeka mnie też lekko oldschoolowo brzmiąca gitara. Piękna piosenka, w sam raz na jesienny wieczór ;-). Niepokojąco - uspokajająca, o ile takie zestawienie może zaistnieć w naturze. Jest dobra, jest taka, jakie lubię. Bez przesadnej tkliwości, a jednak łapie mnie za serce, o ile takie zjawisko również może zaistnież w przyrodzie. Ok, gdyby mogło, złapałaby mnie. Jakkolwiek -_-. Teraz Wy.
niedziela, 31 sierpnia 2008
Zauważyłam na stronie głównej bloxa informację o 'jakimś tam światowym święcie blogów', oczywiście, jak to miewam w zwyczaju, przeszłam obok tego zupełnie obojętnie, jednakże na kilku blogach, które zdarza mi się czytać, odnotowałam tę inicjatywę, i nie chcąć być gorsza, postanowiłam również wziąć w niej udział. Przedstawiam Państwu ulubione blogi niemuzyczne:
Akcja ta polega na wyprodukowaniu notki opiewającej 5 ulubionych blogowych stron, które traktują o dziedzinach zgoła odmiennych od tematyki własnego bloga. Postanowiłam wypromować blogi, które promocji wcale nie potrzebują, gdyż są w blogosferze wystarczająco znane i lubiane, jednakże, mimo wszytsko, pokusze sie o pochwalenie na 'łamach mojego bloga' ich twórców, bo sie im należy, a co ;-) 1.Zielona strona życia, czyli 365 sposobów, na każdy dzień roku, aby zmienić tryb życia na bardziej pro - eko; autorka opisuje w nim, co robi, aby ulżyć środowisku i sprawić, by żyło sie oszczędniej i zdrowiej. Polecam! 2.Fotomania, absolutnie genialna galeria pewnej Polki zamieszkującej Francję. Te fotografie mają dusze, są tak piękne, że zaspokoją zapewne wszelkie estetyczne potrzeby najbardziej wyrafinowanych gustów. Polecam! 3.Moje wypieki, cudowna, najsłodsza na świecie książka kucharska, czerpiąca między innymi z przepisów mojej telewizyjnej ulubienicy, Nagelli. Nie musze zapewne reklamować tej strony - doskonałe wykończenie merytoryczno-kulinarne ;-) każdej notki oraz bardzo smakowite zdjęcia od tygodni zapewniają jej przodujące miejsce w serwisie bloxa. 4.Koloryt, wysokiej klasy humor zawarty w udanych rysunkach pozwala na dogłębniejsze przyjrzenie sie przywarom polskiego społeczeństwa. Humor, lekkość, i jednoczesne podszycie taką... melancholią? zmuszają do refleksji. Tzw. śmiech przez łzy. 5.J U N A, ach, jednak nie mogłam sie opanować, wkleiłam adres bardzo interesującego bloga, który czesto podglądam, gdyż fascynuje mnie to, co ta dziewczyna robi z modą, wykorzystując np. rzeczy z second handów. Subiektywnie rzecz ujmując, czasem jej sie udaje a czasem nie, jednakże zasługuje na wyróżnienie, gdyż ma własny, wypracowany styl i uwielbia zabawy z modą.
sobota, 30 sierpnia 2008
Postanowiłam, że dziś towarzyszyć mi bedzie tajemniczy The Knife (szwedzki duet indie elektroniczny, tworzony przez rodzeństwo Karin Dreijer Andersson i Olofa Dreijera blablabla). Nie interesują mnie te biograficzne bzdety, wole od razu, na główkę wskoczyć w ich muzykę, zanurzyć się w te chłodne, skandynawskie kompozycje, które intrygują tajemniczością. Zapewne nie mały wkład w te moje odczucia ma głos wokalistki, Karin. Ona śpiewa w taki zimny, hipnotyzujący sposób, ona wprost uwodzi równocześnie dając mi poczucie melancholii. The Knife to połączenie minimalizmu, nowoczesności i tajemniczości. Smaczku całości dodaje fakt, iż rodzeństwo nie obnaża sie medialnie, wręcz przeciwnie, mogą sobie pozwolić na bojkotowanie muzycznych eventów typu rozdanie Grammys. A takie postepowanie oznacza prawdziwy artyzm muzyków, pasję, a nie chęć zaistnienia w tym bagnistym szoł - biznesie. To sie chwali. Ich dzwięki mogłyby stanowić kanwę jakiegoś filmu, koniecznie fantastycznego, coś w stylistyce onirystycznej, zawierającej w sobie przenikające sie rzeczywistości. Albo w fabule mającego podróż do zimnej, i nieprzejednanej Skandynawii, gdzie wszystko nosi slady jakiejś pradawnej metafizyki, tajemnicy ... Moje dzisiejsze didżejowanie ograniczę do trzech utworów: Pass this on, czyli bardzo przystojny transwestyta i bit rodem z hawajskiego raju ;-) Tak naprawdę, jest to brat Olofa i Karin. Na tym klipie można także dostrzec zazwyczaj chowających sie pod maskami członków The Knife - chłopak w niebieskiej kurtce tańczący z Richardem, to Olof, natomiast na samym końcu można zobaczyć uroczą Karin, do której pasuje raczej słodki głosik niż to, jakim aparatem głosowym dysponuje naprawdę ;-). The N.Y Hotel, czyli nostalgiczna, smutna, nieco przygnębiająca piosenka, moja ulubiona produkcja The Knife. Krótki tekst, a jakże wymowny. W sam raz wieczory podczas złotej polskiej jesieni. A lung, czyli piosenka narkotyzująca umysł. Ciężko przestać mi jej słuchać. Genialne w swej prostocie, a jednocześnie takie.. złowieszcze. Ach, niech jeszcze dorzucę bonusik: norweski Röyksopp w duecie z genialną Karin: What else is there, brzmiące trochę jakby nie udzielała sie tu Karin, lecz Bjork. PS. Powiem jeszcze, że te wszystkie kompozycje nieco przypominają mi utwory sióstr CocoRosie, o których napiszę niebawem ;-)
piątek, 15 sierpnia 2008
Usłyszałem go niedawno. Dlaczego dopiero teraz? Jego gra jest porażająca. Inspirująca. Wynosząca na wyżyny muzycznej przyjemności. W jego muzyce słychać emocje. Słychać pasję.. Zachwycony jestem. Jaco Pastorius & Toots Thielemans - "3 Views Of A Secret" - 1985, Belgia Jaco Pastorius and John Scofield - The Chicken |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|